Do wszystkiego dochodzi się krok po kroku

14 kwietnia 2014
A- A A+

Wywiad z Bogdanem Sadowskim, właścicielem filmy Sabo.

Głos suwalskiego biznesu ma być silniejszy. Lokalni przedsiębiorcy postanowili się zrzeszyć i założyć organizację. Razem skuteczniej zadbają o swoje interesy. Chcą też uświadomić lokalnemu społeczeństwu, jak istotne są dobre warunki dla rozwoju firm. To dzięki nim powstają nowe miejsca pracy. Jednym z inicjatorów powołania zrzeszenia jest Bogdan Sadowski, właściciel firmy Sabo prowadzący swoją działalność od 25 lat. Jest też przewodniczącym Rady Gospodarczej przy prezydencie Suwałk.


Suwalscy przedsiębiorcy postanowili się zrzeszyć i założyć organizację. Na jakim etapie jest realizacja całego przedsięwzięcia?
Na dzień dzisiejszy mamy 35 firm, które zadeklarowały przystąpienie do tego. Z nich wyłoniliśmy 7, które zajmą się stroną techniczną. Jeszcze nie wiemy, jaka będzie forma naszego zrzeszenia, czy to będzie stowarzyszenie, czy fundacja, czy jeszcze coś innego. Wśród firm, które zadeklarowały uczestnictwo, są zarówno przedsiębiorstwa duże, jak i mniejsze, jest Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa, jest spółka komunalna miasta. Firmy są różne, różnych branż.

Inicjatywa założenia zrzeszenia wyszła od samych przedsiębiorców czy była odgórna - od władz, Urzędu Miasta?
Urząd do tego nic nie ma. My nie chcemy się utożsamiać z żadnym urzędem, z żadną formacją polityczną. Jest potrzeba, aby przedsiębiorcy z Suwałk, po pierwsze, co jakiś czas spotykali się i rozmawiali o swoich problemach. Po drugie, często trzeba występować w interesach przedsiębiorców - czy to do władz Suwałk, czy do władz województwa, czy też do innych służb miejskich np. kontrolujących przedsiębiorstwa.

Nie mamy na dzień dzisiejszy żadnego takiego ciała. Niby jest Cech Rzemiosł Różnych, ale to nie jest to.

Była taka organizacja. Rozwiązała się jednak jakieś dwa lata temu. Wie Pan dlaczego?
Było to Suwalskie Stowarzyszenie Pracodawców. Też byłem w jego zarządzie. Ono działało przez wiele lat. Zaczęło się rozmywać w momencie, gdy nastąpił podział: kupcy sobie, rzemieślnicy sobie. Pod koniec działalności zaczęto uważać, że ono się zajmowało tylko bitwą przeciwko supermarketom itd.

A tu chodzi o więcej. W nowym zrzeszeniu nie tylko handlowcy mają się znaleźć, ale różnego rodzaju firmy - i budowlane, i wykonawcy, i zakłady produkcyjne. Jest nawet potrzeba, żeby szkoły, które kształcą w różnych zawodach młodych ludzi, też uczestniczyły w przedsięwzięciu. Po to, abyśmy mogli rozmawiać, kto jest nam potrzebny potem do pracy.

Okazuje się, że dostępne zasoby ludzkie nie przystają do zapotrzebowania. Z drugiej strony panuje bezrobocie. Jest jeszcze jeden problem. Osoby, które pracują w suwalskich firmach, skarżą się na niskie wynagrodzenie. Jak to wygląda z perspektywy przedsiębiorcy? Co pan sądzi o obecnej sytuacji na lokalnym rynku pracy?
Wiele przedsiębiorców potwierdzi to, że jak szuka konkretnej osoby do pracy, to ma problem ze znalezieniem. To się często zdarza, bo czy to będzie specjalista do produkcji obróbki drewna, czy metalu, czy ślusarz, potrzebne są już pewne kwalifikacje. Nie postawi się pierwszej lepszej osoby, aby wykonywała taki zawód. Albo bierze się osobę posiadającą kwalifikacje, albo trzeba samemu ją szkolić, a to kosztuje. Każdy by chciał mieć już ten etap za sobą, mieć fachowca, nie ważne, jaka to branża. Tak samo jest wszędzie.

Ci ludzie, którzy chcieliby od razu zarabiać wielkie pieniądze, często przychodzą i jest im ciężko - i z zaangażowaniem w pracę, i z nauką. Można rozmawiać o pieniądzach, ale najpierw trzeba je zarobić. Nic nie ma od razu.

Czytając suwalskie fora internetowe trudno się oprzeć wrażeniu, że trwa spór na linii pracodawca - pracownik. Co jest największym problemem w tych relacjach? Właśnie ta niespójność wzajemnych oczekiwań?
Zarobki wynikają z efektów pracy. Nie można ustalić sobie jakichś tam zarobków na tyle wysokich, żeby pracownik był super zadowolony, jeśli my nie wypracowaliśmy tego. Trzeba brać pod uwagę drugą stronę. Pracodawca to jest człowiek, który musi zbilansować koszty z tym, co zostało wytworzone. Żeby firma funkcjonowała, to musi osiągać dochody. Firmy mające straty mają kłopoty i na pewno nikt nie chciałby w takiej firmie pracować.

Dostrzega Pan brak zrozumienia sytuacji przedsiębiorców przez społeczeństwo?
U nas to się jeszcze nie ukształtowało. Jednak te 20 lat to jeszcze trochę za mało, żeby ludzie, pracownicy doceniali to, że ktoś zakłada firmę po to, żeby zatrudniać, dać pracę. Jest tylko: „za mało tam zarabiamy”. To nie jest takie proste. Mnóstwo ludzi przychodzi, którzy już mieli swoją działalność, już to przećwiczyli, coś nie wyszło, szukają pracy. Oni przynajmniej mają jakieś pojęcie, że w firmie wszystko musi się zbilansować, że jak ktoś pomyli przychód z dochodem, to niestety, jest problem.

Od lat trwają działania inicjowane przez środowiska biznesu mające na celu poprawę wizerunku przedsiębiorcy - na szczeblu krajowym, ostatnio na szczeblu regionalnym. Czy powoływane przez Państwa zrzeszenie również będzie prowadziło podobne działania na szczeblu lokalnym?
Na pewno zrzeszenie będzie chciało wykorzystać media czy fora internetowe, żeby pokazywać dwie strony medalu. Bo czasami, jak się na forach internetowych coś poczyta, to ręce opadają, co się pisze o pracodawcach. To tak jak w szkole - uczeń powinien mieć trochę szacunku do nauczyciela. Przecież suwalscy pracodawcy coś robią, żeby ta praca tutaj była. Nie każdy kupuje sobie mercedesy, bo coś zarobił. Większość inwestuje w firmę, aby następni ludzie pracowali, żeby firmy się rozwijały. Właśnie u nas tej świadomości brakuje.

Jak to zmienić?
Potrzeba lat i edukacji - poczynając od szkoły, domu i dalej firmy w której się pracuje. Ci, którzy nie mieli gospodarki komunistycznej, tego okresu jak my po wojnie, takiego podejścia jak u nas do przedsiębiorcy w ogóle by nie zrozumieli. W Ameryce, na Zachodzie to nie do pomyślenia. Zarabiają tam też różnie. Nie wszystkich stać od razu na zakup mieszkania, domu, samochodu, ale podejście do osoby, podmiotu, który daje pracę, jest zupełnie inne.

Dzisiaj jak rozmawia się z młodymi ludźmi, którzy ukończyli szkołę, po maturze, od razu by chcieli, aby stać ich było na przyzwoity samochód, na zakup mieszkania itd. Tak się nie dzieje, do wszystkiego trzeba dochodzić. Jak ja zakładałem 25 lat temu firmę, to każdy z nas zaczynał krok po kroku. Ja sobie nowy samochód kupiłem po 17-18 latach prowadzenia firmy. Jak mówiłem to młodym ludziom z suwalskiego technikum, to nie wierzyli. Ja kupowałem nowe samochody, ale ciężarówkę, samochód dostawczy. Jeżeli ktoś chce coś w życiu osiągnąć, to trzeba to zrozumieć.

Oczywiście takie stowarzyszenie przedsiębiorców może prowadzić działania edukacyjne. Są pieniądze na szkolenia. Będzie możliwość sprowadzania do Suwałk ludzi, którzy mogliby coś ciekawego powiedzieć - nam przedsiębiorcom czy tym młodym ludziom, którzy się uczą i może kiedyś będą u nas pracować albo zakładać własne firmy. Pieniędzy na ten cel nie będzie mogła pozyskać jednostka. To muszą być organizacje.

Na działania proprzedsiębiorcze w obecnej perspektywie finansowej UE przeznaczono duże środki. Na przykład w ramach RPO. Dlatego akurat teraz, w tym czasie zadecydowano o powołaniu zrzeszenia?
To jest między innymi przyczyna. W tym okresie będą największe pieniądze przeznaczane z funduszy unijnych właśnie na szkolenia, na robienie różnego rodzaju specjalizacji itd.

My o zrzeszeniu rozmawiamy pół roku, może rok. Czas nie jest ważny. Ważne, że jest taka potrzeba i ludzie chcą w jakiś sposób się w to zaangażować. Nie mamy jeszcze sprecyzowanej osoby, która to poprowadzi, bo nie widzę możliwości, aby poprowadził to jakiś prezes czy właściciel jednej z firm, które działają, bo na to po prostu nie ma czasu. Dlatego mocno się rozglądamy za odpowiednią osobą.

Czy każdy przedsiębiorca może zostać członkiem powstającego stowarzyszenia?
W tym momencie żadnych ograniczeń nie stawialiśmy. Będziemy ze wszystkimi rozmawiać.

Pamiętam, że podczas prezentowania projektu tegorocznego budżetu miasta prezydent oznajmił, że na wniosek firm transportowych i ze względu na trudną sytuację branży nie będzie podwyżek podatków od środków transportowych. Czy w ten sposób miałyby wyglądać konkretne działania zrzeszonych przedsiębiorców?
Na przykład. Odwieczna walka z Urzędem. Walka jednostronna. Nikt w pojedynkę nie jest w stanie nic wskórać. To są głównie opłaty podatku od nieruchomości. Każda większa firma w Suwałkach płaci ogromne pieniądze. Jest jakiś limit, do którego można to podnosić, ale można też dyskutować, jak są czasy gorsze, o tym, żeby jednak nie podnosić. Ostatnia większa niezgodność między Urzędem Miasta a przedsiębiorcami dotyczyła opłat wieczystych i wyceny nieruchomości. Opłaty stanowiły jakiś procent wyceny nieruchomości. Te wyceny były różne, w różnych czasach robione i dość dowolnie. Nie każdemu to pasowało, i wiele firm, chociaż każda osobno, zakładało swoje dochodzenie.

Czy powstanie jakaś platforma wymiany informacji, komunikacji, portal internetowy stowarzyszenia?
To następny etap.

Proszę jeszcze powiedzieć, jako że w ramach powstającej strategii rozwoju Suwałk wyłoniono inteligentne specjalizacje, co Pan sądzi o szukaniu naszej szansy w branży drzewnej?
Przemysł drzewny istnieje, sam uczestniczę w tego typu działaniach, trzeba go dopieszczać. Park Naukowo-Technologiczny mógłby myśleć o jakichś laboratoriach itd. pod te potrzeby. Robienie certyfikatów. Możliwe, że tam by było jeszcze jakieś pole.

Przemysł drzewny to także pochodna naszych dawnych zakładów, które tu kiedyś działały. Suwalska fabryka mebli była duża i prężna, i ci ludzie rozpierzchli się po całym terenie. Wielu z nich robi coś jeszcze w tym kierunku, sami produkują. Mnóstwo jest zakładów i w Suwałkach, i w okolicy. To jest dla nas szansa.

Na koniec zapytam, jakie działania, w jakim obszarze należy podjąć, aby poprawić byt suwalskim przedsiębiorcom czy też co najbardziej utrudnia prowadzenie firmy?
To o czym wszyscy wiemy - transport. Jeśli chodzi o komunikację, jesteśmy na szarym końcu. Nie mamy dobrego połączenia ani kolejowego, samochodem też ciężko.

Mówi się o tym dużo, nasze wykluczenie komunikacyjne podkreśla się przy każdej okazji. Czy to jest w praktyce rzeczywiście tak bardzo odczuwalne?
Jest, bo to czas. Jeśli mam coś gdzieś załatwić, muszę jechać samochodem, bo nie mam dobrego pociągu. Gdybym mógł wsiąść w pociąg, który by zajechał do Warszawy w 3 godziny, w tym czasie jeszcze popracować, poczytać, „odrobić lekcje”, to ja zyskuję ten czas. Jak jadę samochodem, to po pierwsze jestem zmęczony, bo jadę taką drogą, a nie inną, patrzę, żeby mnie tir nie „rozwalił”, po drugie, mam stracone 4 godziny.

Czy planowane w Suwałkach lotnisko lokalne może być odpowiedzią na ten problem?
Myślę, że to jest dobry pomysł. Za niewielkie pieniądze, jeśli nie mamy pociągu, to niech będzie samolot. Jeśli cena komunikacji miedzy np. Warszawą a Suwałkami będzie przyzwoita, a komunikacja w miarę sprawna, to wiele osób może z tego korzystać.

O tym trzeba myśleć. Nie o żadnych dużych lotniskach, bo to nam niepotrzebne, tylko o normalnej taksówce powietrznej, która nas będzie wozić między Suwałkami a Warszawą.

Może takim pozytywnym akcentem odnośnie przyszłości suwalskiego biznesu zakończymy wywiad. Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Agnieszka Zdankiewicz

Źródło: www.suwalki.info

Sprawdź dlaczego warto inwestować w Polsce Wschodniej

  • Dlaczego tutaj?

    Atrakcyjność gospodarcza regionów Polski Wschodniej zależy od działalności przemysłowej, usługowej i zaawansowania technologicznego. Wspólnymi atutami dla całego Makroregionu P...

  • Nowe tereny inwestycyjne

    Idealna lokalizacja dla eksporterów, jedne z najniższych w Europie kosztów pracy, a zarazem jeden z najszybciej rozwijających się regionów w Polsce i specjalne zachęty dla inwe...

  • Specjalizacja w sektorach

    Z uwagi na dobre położenie geograficzne na granicy Unii Europejskiej, Białorusi, Ukrainy i Rosji, a także doświadczenie i długoletnie kontakty kulturalne i biznesowe pomiędzy p...

Serwis wykorzystuje pliki cookies. Jeżeli nie wyrażasz zgody na zapisywanie plików cookies, prosimy opuść stronę lub zablokuj takie pliki w ustawieniach swojej przeglądarki.